piątek, 19 czerwca 2015

Domofon - Z. Miłoszewski

„Trudno nadać sens porządkowi, który dzieje się wbrew rozumowi.”

Tytuł: Domofon
Seria: ---
Tom: ---
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo: W.A.B.
Premiera: 26 października 2013
Liczba stron (w moim kieszonkowym wydaniu): 383

           Warszawskie Bródno. Do paskudnego bloku wprowadza się dwójka młodych – świeżo poślubieni Agnieszka i Robert, którzy przyjechali do stolicy, by zacząć tu nowe, lepsze i pełne świetlanych planów życie. Ich pierwszy dzień w nowym domu nie zaczyna się jednak zbyt zachęcająco – na zalanej krwią klatce schodowej leży człowiek bez głowy…

Zygmunt Miłoszewski - polski powieściopisarz i publicysta, współautor scenariuszy filmowych. Autor powieści kryminalnych o prokuratorze Teodorze Szackim. Wszystkie książki Miłoszewskiego ukazały się za granicą. Tłumaczone są na kilkanaście języków, m.in. na angielski, niemiecki, francuski, rosyjski, ukraiński, hebrajski, włoski czy hiszpański. Angielskie i amerykańskie wydanie Uwikłania zostało dostrzeżone przez pismo branżowe „Publishers Weekly” i docenione prestiżową nagrodą, tzw. starred review. Także kontynuacja tego cyklu kryminalnego, Ziarno prawdy, doczekała się w „Publishers Weekly” tego samego wyróżnienia.
„Domofon” czyli sensacja/thriller/kryminał (według lubimyczytać.pl) zaś z mojej okładki wynika, że jest to „mocny horror w dobrej cenie”. Druga część opisu się sprawdza, natomiast pierwsza… O tym w dalszej części.
Powieść ukazuje, że dziwne, nienaturalne rzeczy mogą dziać się w bloku naprzeciwko, a nawet w mieszkaniu obok. Bródnowska kamienica była wbrew pozorom tylko budynkiem mieszkalnym. Ale tylko z zewnątrz. W środku ludzie bali się wyjść z mieszkania. Drżeli ze strachu na myśl o kolejnym dniu. Szybko przechodzili korytarzem, by nie spotkać nieżywego człowieka, który przypadkiem będzie leżał na środku holu. A to wszystko wynikało z historii terytorium na którym stał blok. A Wy, interesowaliście się kiedyś dziejami waszego miejsca zamieszkania? Nie? Tak samo postąpili bohaterowie powieści.
Styl pisania autora jest zróżnicowany. Na początku potrzebował dużo czasu, by rozwinąć akcję, utożsamić nas z bohaterami. Ta część naprawdę mnie nudziła. Na szczęście później Miłoszewski zrehabilitował się i w połowie książki zaczął lekko przeplatać wątki. Minusem, a zarazem plusem było to, że wprowadzał wzgląd na sytuację z perspektywy kilku osób. Czasami niestety się w tym gubiłam, lecz już pod koniec, kiedy akcja nabrała tempa, przydało się to.  
Jeśli chodzi o opisy, były one skrupulatne, obszerne. Uważam jednak, że nie wszystkie były potrzebne. Oczywiście, jeśli chodzi o istotną rzecz (np. piwnicę) to ich dokładne opisanie jest jak najbardziej wskazane. Natomiast największym minusem jest zdradzanie fabuły odcinka „Na Dobre i Na Złe”, gdyż w historii było to nieistotne, a mocno mnie nudziło. No bo w końcu, kogo interesują dzieje lekarzy z serialu? Czy rzeczywiście był to potrzebne? Nie sądzę.
Książkę tę znalazłam na promocji w (uwaga, lokowanie produktu) Kauflandzie. Przeszukiwałam kosze i przyciągnęła mnie okładka. Przeczytałam to zapewnienie o „mocnym horrorze w dobrej cenie”, więc włożyłam Domofon do koszyka. Od zawsze intrygowało mnie to, w jaki sposób autorzy chcą wzbudzić w nas strach na kartach powieści. W filmie łatwiej jest zbudować napięcie, gdyż wystarczy jakiś straszny potwór wyskakujący w najmniej odpowiednim momencie. A w książce? Dołączone jakieś zdjęcia? Właśnie to pytania zadawałam sobie przed sięgnięciem po „Domofon”.  
Tak jak już wcześniej wspomniałam, było to moje pierwsze spotkanie z horrorem przelanym na papier. I niestety, zawiodłam się. Spodziewałam się czegoś, przez co nie mogłabym spać w nocy, czegoś co przyprawiłoby mnie o szybsze bicie serca (choć nadal pozostawało pytanie, jak to osiągnąć). Czasami rzeczywiście, trochę się bałam (ps. Nie polecam czytać tej książki koło godziny dwudziestej trzeciej z chrapiącym psem obok i kanapą, zza której zawsze może coś wyjść), szczególnie w  nocy. Najlepsze było to, ze te najstraszniejsze wątki czytałam akurat, gdy było ciemno (co za zrządzenie losu).
Chciałabym jeszcze odnieść się do okładki i tytułu. Szczerze powiedziawszy uważam, że są źle dobrane. Niby nawiązują do fabuły, ale dopiero do tej końcowej. Być może tylko ja mam takie, można by stwierdzić, dziwne odczucia, ale właśnie po to to piszę, by podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Zresztą ten tytułowy „Domofn” jest niby wątkiem głównym, który (prawie) wszystko wyjaśnia, lecz tak czy tak nie pasuje mi do całości. Choć to właśnie to, że nie wiemy od początku, dlaczego akurat ta rzecz, wprowadza nutę tajemniczości.  
Oceniam „Domofon” na 5/10. Uważam, że książka nie była stratą czasu, ale nie była również wielką przygodą. Można ją określić jako „nie do końca świeży podmuch czegoś nowego”.



A Wy, już zapoznaliście się z tą powieścią? Jeżeli tak, dajcie znać w komentarzu.

_______________________________________________
recenzja napisana przez Zwpzk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz