niedziela, 28 czerwca 2015

Książkowe Akcje #3

Książkowe "kocha, nie kocha" ogłasza nowe coroczne wydarzenie w sam raz dla zapalonych książkoholików.
Na czym to polega?
W ustalony wieczór - W TYM ROKU NOC Z 4 NA 5 LIPCA! - nastawiamy budziki na godzinę 20! Obok miejsca, w którym najwygodniej nam się czyta, kładziemy przygotowaną książkę (lub kilka, jeśli umiecie i lubicie tak szybko czytać!) i...
OD GODZINY 20 DO GODZINY 6 RANO NASTĘPNEGO DNIA CZYTAMY, ILE WLEZIE!
Korzystamy z tego, że młodzież ma w lipcu wakacje i wiele osób wyjeżdża na urlop i oddajemy się największemu hobby każdego książkoholika, czyli czytaniu.
A po atrakcyjne książki do zgarnięcia i lektury w sam raz na Noc Książkoholików zapraszamy na profil organizatorek :)
Wydarzenie jest całkowicie darmowe :) Potrzebujecie jedynie herbaty, kawy lub gorącej czekolady i mnóstwa energii na przesiedzenie z nami całej nocy.

   Sądzę, że pomysł jest naprawdę ciekawy. Można trochę poćwiczyć wytrzymałość. I na pewno jest duża motywacja! Macie zamiar się przyłączyć? Jeśli tak to zapraszam: klik.

piątek, 19 czerwca 2015

Domofon - Z. Miłoszewski

„Trudno nadać sens porządkowi, który dzieje się wbrew rozumowi.”

Tytuł: Domofon
Seria: ---
Tom: ---
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo: W.A.B.
Premiera: 26 października 2013
Liczba stron (w moim kieszonkowym wydaniu): 383

           Warszawskie Bródno. Do paskudnego bloku wprowadza się dwójka młodych – świeżo poślubieni Agnieszka i Robert, którzy przyjechali do stolicy, by zacząć tu nowe, lepsze i pełne świetlanych planów życie. Ich pierwszy dzień w nowym domu nie zaczyna się jednak zbyt zachęcająco – na zalanej krwią klatce schodowej leży człowiek bez głowy…

Zygmunt Miłoszewski - polski powieściopisarz i publicysta, współautor scenariuszy filmowych. Autor powieści kryminalnych o prokuratorze Teodorze Szackim. Wszystkie książki Miłoszewskiego ukazały się za granicą. Tłumaczone są na kilkanaście języków, m.in. na angielski, niemiecki, francuski, rosyjski, ukraiński, hebrajski, włoski czy hiszpański. Angielskie i amerykańskie wydanie Uwikłania zostało dostrzeżone przez pismo branżowe „Publishers Weekly” i docenione prestiżową nagrodą, tzw. starred review. Także kontynuacja tego cyklu kryminalnego, Ziarno prawdy, doczekała się w „Publishers Weekly” tego samego wyróżnienia.
„Domofon” czyli sensacja/thriller/kryminał (według lubimyczytać.pl) zaś z mojej okładki wynika, że jest to „mocny horror w dobrej cenie”. Druga część opisu się sprawdza, natomiast pierwsza… O tym w dalszej części.
Powieść ukazuje, że dziwne, nienaturalne rzeczy mogą dziać się w bloku naprzeciwko, a nawet w mieszkaniu obok. Bródnowska kamienica była wbrew pozorom tylko budynkiem mieszkalnym. Ale tylko z zewnątrz. W środku ludzie bali się wyjść z mieszkania. Drżeli ze strachu na myśl o kolejnym dniu. Szybko przechodzili korytarzem, by nie spotkać nieżywego człowieka, który przypadkiem będzie leżał na środku holu. A to wszystko wynikało z historii terytorium na którym stał blok. A Wy, interesowaliście się kiedyś dziejami waszego miejsca zamieszkania? Nie? Tak samo postąpili bohaterowie powieści.
Styl pisania autora jest zróżnicowany. Na początku potrzebował dużo czasu, by rozwinąć akcję, utożsamić nas z bohaterami. Ta część naprawdę mnie nudziła. Na szczęście później Miłoszewski zrehabilitował się i w połowie książki zaczął lekko przeplatać wątki. Minusem, a zarazem plusem było to, że wprowadzał wzgląd na sytuację z perspektywy kilku osób. Czasami niestety się w tym gubiłam, lecz już pod koniec, kiedy akcja nabrała tempa, przydało się to.  
Jeśli chodzi o opisy, były one skrupulatne, obszerne. Uważam jednak, że nie wszystkie były potrzebne. Oczywiście, jeśli chodzi o istotną rzecz (np. piwnicę) to ich dokładne opisanie jest jak najbardziej wskazane. Natomiast największym minusem jest zdradzanie fabuły odcinka „Na Dobre i Na Złe”, gdyż w historii było to nieistotne, a mocno mnie nudziło. No bo w końcu, kogo interesują dzieje lekarzy z serialu? Czy rzeczywiście był to potrzebne? Nie sądzę.
Książkę tę znalazłam na promocji w (uwaga, lokowanie produktu) Kauflandzie. Przeszukiwałam kosze i przyciągnęła mnie okładka. Przeczytałam to zapewnienie o „mocnym horrorze w dobrej cenie”, więc włożyłam Domofon do koszyka. Od zawsze intrygowało mnie to, w jaki sposób autorzy chcą wzbudzić w nas strach na kartach powieści. W filmie łatwiej jest zbudować napięcie, gdyż wystarczy jakiś straszny potwór wyskakujący w najmniej odpowiednim momencie. A w książce? Dołączone jakieś zdjęcia? Właśnie to pytania zadawałam sobie przed sięgnięciem po „Domofon”.  
Tak jak już wcześniej wspomniałam, było to moje pierwsze spotkanie z horrorem przelanym na papier. I niestety, zawiodłam się. Spodziewałam się czegoś, przez co nie mogłabym spać w nocy, czegoś co przyprawiłoby mnie o szybsze bicie serca (choć nadal pozostawało pytanie, jak to osiągnąć). Czasami rzeczywiście, trochę się bałam (ps. Nie polecam czytać tej książki koło godziny dwudziestej trzeciej z chrapiącym psem obok i kanapą, zza której zawsze może coś wyjść), szczególnie w  nocy. Najlepsze było to, ze te najstraszniejsze wątki czytałam akurat, gdy było ciemno (co za zrządzenie losu).
Chciałabym jeszcze odnieść się do okładki i tytułu. Szczerze powiedziawszy uważam, że są źle dobrane. Niby nawiązują do fabuły, ale dopiero do tej końcowej. Być może tylko ja mam takie, można by stwierdzić, dziwne odczucia, ale właśnie po to to piszę, by podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Zresztą ten tytułowy „Domofn” jest niby wątkiem głównym, który (prawie) wszystko wyjaśnia, lecz tak czy tak nie pasuje mi do całości. Choć to właśnie to, że nie wiemy od początku, dlaczego akurat ta rzecz, wprowadza nutę tajemniczości.  
Oceniam „Domofon” na 5/10. Uważam, że książka nie była stratą czasu, ale nie była również wielką przygodą. Można ją określić jako „nie do końca świeży podmuch czegoś nowego”.



A Wy, już zapoznaliście się z tą powieścią? Jeżeli tak, dajcie znać w komentarzu.

_______________________________________________
recenzja napisana przez Zwpzk

wtorek, 16 czerwca 2015

PRZEDPREMIEROWO! Fangirl - R. Rowell


tytuł: Fangirl
autor: Rainbow Rowell
wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
data wydania: 27 lipca 2015
liczba stron: 380

  Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.
   Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne.
  Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Levi’ego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).
  „Fangirl” to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i o trudnej sztuce dojrzewania. To historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one ich całym światem.


Zakochana pisała ostatnio o swoim ulubionym autorze, Matthew Quicku, dlatego pomyślałam, że się nie obrazicie, jeśli to ja napiszę o moim (a właściwie mojej, jeśli przejmować się szczegółami). To już druga recenzja o twórczości Rainbow Rowell, napisana przeze mnie, mam nadzieję, że tym razem także będę w stanie przekonać kogoś do czytania jej książek, które od niedawna zaczęły pojawiać się w Polsce. Smacznego!
Jeszcze kilka tygodni temu nie wiedziałam do końca na czym polega geniusz Eleonory i Parka - ot, zwykła opowiastka, nic wielkiego, z czym nie spotkałam się już wcześniej. Na szczęście kolejna książka, po którą sięgnęłam znużona oczekiwaniem na przetłumaczenie na polski, rozjaśniła mi trochę powody mojego zachwytu. Wciąż podpisuję się pod wszystkim, co napisałam w recenzji E&P, ale teraz mogę to rozwinąć.
Rowell pisze New Adult (a przynajmniej jej ksiązki zawierają elementy, świadczące o tym), ale nie takie typowe. Wolne od opisów seksu, ćpania, śmierci - bardzo podziwiam Rowell za to, że w Fangirl brak wyżej wymienionych. To powiew świeżości na rynku literatury młodzieżowej, wiele dałabym, by czytać więcej podobnych rzeczy.
Czytelnik nie szuka przez cały czas jakiegoś spisku, jak w kryminałach, nie umiera ze śmiechu, jak przy parodiach i komediach, nie wychodzi z siebie ze strachu, że coś próbuje go zabić, jak w horrorach. To nie są tego typu wrażenia, których się doświadcza podczas czytania Fangirl. Przeżywałam każdą gorszą chwilę razem z Cath, razem z nią zachwycałam się Levim, złościłam na Wren - niby zwykłe, codzienne uczucia, ale o ileż lepsze wydają się od tych silniejszych! Zakochałam się w tej książce między innymi za sposób, w jaki Rowell opisuje wydarzenia, emocje bohaterów i ich reakcje. To czyni ich tak prawdziwymi, że wiele autorów może jej pozazdrościć. A zdecydowanie jest czego.
Cały czas zachwycam się nad kreacją bohaterów. Są cudowni i niepowtarzalni w bardzo ludzki sposób. Rowell łączy cechy charakteru, miesza je, aż wychodzą ciekawe, urocze i prawdziwe postacie. Nie porzuca tych, które przewijają się na początku, przeciwnie - nadaje im większą rolę i czyni kimś, co pokazuje, że ludzie, o których zapomnieliśmy, mogą wrócić i zajść nam za skórę. Bardzo podoba mi się kreacja pani profesor Cath, choć nie do końca popieram jej poglądy o fanfikach, Wren pod koniec również wzbudza we mnie symatię.
Czymś naprawdę pięknym są tematyczne fragmenty książek o Simonie Snowie i fanfików Cather, zamieszczane między rozdziałami. Przyjemnością było wczytywanie się w losy młodego czarodzieja, choć na początku miałam wrażenie, że już kiedyś to czytałam. Przypomina to bardzo serię J. K. Rowling, słynnego Harry’ego Pottera. Szczęśliwe, po jakimś czasie, zaczęłam to widzieć jako dwie różne historie.
Wniosek nasuwa się sam, że skoro wypowiadam się o Fangirl w samych superlatywach to moja ocena będzie bardzo wysoka. Moim zdaniem, Rowell zasłużyła, by dostać za Fangirl 10/10.

A Wy? Zamierzacie sięgnąć po tę pozycję czy może zapoznaliście się z nią już po angielsku? Napiszcie w komentarzach! Chętnie poczytam Wasze opinie lub oczekiwania, co do Fangirl!



____________________________________________

clarity bardzo przeprasza, że tak długo nie było recenzji, całą winę bierze na siebie. recenzja Zakochanej powinna się jednak pojawić w terminie, w piątek. ;)